Days off











Po Licheniu zatrzymaliśmy się na trzy dni we wcześniej wspomnianym Powidzu. Może nie było jakoś gorąco, ale cel wyjazdu osiągnięty - odpoczynek, odpoczynek i jeszcze raz odpoczynek. Od pracy i od myślenia o zbliżającym się egzaminie z historii. Robiłam zdjęcia gdzie się dało i uznałam, że w sumie to trochę uporczywe dla osób, które idą gdzieś razem ze mną, a ja wszędzie się zatrzymuję.









W drodze powrotnej chcieliśmy zobaczyć jezioro Budzisławskie. Chyba najczystsze jezioro jakie widziałam, naprawdę. A co najlepsze, nie było tam żywej duszy. Na koniec zatrzymaliśmy się na chwilę nad jeziorem turkusowym koło Konina, którego kolor wody jest po prostu niesamowity.. I wszystko pięknie, dopóki nie zagłębiłam się w historię, składowisko odpadów z elektrowni, pH wody 12, tak więc wstęp tylko na dziko, dla odważnych.








I na koniec zostawiam Pixies, idealnie na niedzielkę

m.
Obsługiwane przez usługę Blogger.

O mnie

Obserwatorzy