Lights
Ostatnio musiałam
pozbyć się zdjęć ze starego komputera, pozgrywać je i choć praca strasznie mozolna, paradoksalnie przyniosło
to dużo więcej pożytku niż się tego spodziewałam. Przypomniałam
sobie, jak to robienie zdjęć było nieodłączną częścią mojego
życia, jak potrafiłam starego canona z superciężkim obiektywem
(obecnie niesprawnym) targać ze sobą w każde możliwe miejsce
chociażby po to, żeby mieć udokumentowane swoje wspomnienia. I
teraz patrzę na te nastoletnie twarze, miejsca, w których byłam i
w których może już nigdy nie będzie dane mi być. I uświadamiam
sobie, że każde naciśnięcie migawki miało jakiś swój ukryty
sens.
Dzisiaj testowałam nowy obiektyw i stwierdzam, że jestem w niebie. Jednak największą motywację łapię przy depresyjnym nastroju. Podziwiajcie poniżej wspaniałą P.
Dobranoc,
m.